Świątynia Nieba w Pekinie
Chiny Tematy ogólne

Co tu kręci, co tu zniechęca: 5 wad i 5 zalet mieszkania w Chinach

on
30 października, 2019

Życie w Chinach ma swoje niezaprzeczalne zalety: ja pozytywnych zaskoczeń doświadczam tu na każdym kroku. Jednocześnie nie brakuje sytuacji i zachowań, które wprawiają w osłupienie i do których może być ciężko się przyzwyczaić. Poniżej przedstawiam moją listę 5 wad i 5 zalet mieszkania w Państwie Środka.

Pierwsze podsumowania

Minęło już prawie 5 miesięcy odkąd mieszkam w Pekinie, tak więc uznałam, że mogę już sobie pozwolić na pewne refleksje. Z założenia przyjeżdżając tutaj przyjęłam wszystko, co chińskie z dobrodziejstwem inwentarza, co zapewne zaoszczędziło mi wiele stresu (a, wierz mi, tego i tak miałam w nadmiarze). Wiem jednak, co może uwierać osoby, które przyjeżdżają tu po raz pierwszy; jednocześnie być może nie wszyscy zdają sobie sprawę z niektórych naprawdę zachęcających aspektów życia tutaj. Oto moja lista złego i dobrego – dostępne warianty to pół żartem/pół serio i bardzo serio. Zapraszam!

Nienawistna Piątka, czyli o rzeczach naprawdę dziwnych

1. Plucie

Panie i Panowie, Nagroda Złotej Plwociny wędruje w ręce Państwa Środka: słowo daję, nikt nie pluje z takim namaszczeniem, jak Chińczycy. Zapomnij o skromnym splunięciu w bok (no tak, żeby zapomnieć, musiałoby Ci najpierw w ogóle przyjść coś takiego do głowy): tutaj jest to poprzedzone przeciągłym charknięciem przypominającym atak gruźlicy. Chińczycy plują na potęgę, i to nie tylko na ulicy: ostatnio widziałam mężczyznę, który bezceremonialnie splunął na podłogę w supermarkecie i poszedł dalej. Nikt nic sobie nie robi z zakazu plucia w miejscach publicznych, plują tak młodzi, jak i starzy, tak więc po pewnym czasie charkotliwe splunięcia stają się muzyką dnia codziennego.

2. Toaleta, czyli wszędzie

W Chinach panuje zgoła inne niż w krajach zachodnich podejście do fizjologii i sfery intymnej: najlepszym tego wyrazem są toalety oraz sposób korzystania z nich. W tych publicznych (powszechne są kucanki) zdarza się, że nie ma zamka w drzwiach; czasem korzystający wręcz i tak nie zamykają drzwi. Jeżeli zaś dziecko ma potrzebę się załatwić w miejscu publicznym, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zdjąć mu majtki na środku chodnika. Ja na tym polu odnotowałam jednak poprawę: jeszcze pięć lat temu na każdym kroku widziałam w Chinach dzieci z charakterystycznymi spodniami/śpiochami z dziurą w kroku. Rodzice dosłownie ustawiali niemowlęta nad koszami na śmieci (sobie tylko znanym sposobem zawsze wiedzieli kiedy to zrobić), oszczędzając tym samym na pieluchach. Raz widziałam nawet paroletniego chłopca w takim wynalazku, którego rodzice ewidentnie oszczędzali na majtkach. Od tego czasu sporo się zmieniło i od czerwca niemowlę z gołym pośladkiem widziałam dosłownie raz. Trzeba jednak przyznać, że ta bezpruderyjność ma także swoje zalety: na chińskiej siłowni kobiety zachowują się w szatni normalnie, a nie zakładają jeden stanik pod drugim w obawie, że ktoś dowie się, że mają piersi. I czego tu się wstydzić? Kobiety Zachodu też mogą się od Chinek wiele nauczyć.

3. Internet

Swego czasu rozpisałam się już na temat chińskiej cenzury w sieci (możesz o tym przeczytać tutaj): to jest moje największe źródło frustracji na co dzień. Państwo chińskie blokuje korzystanie z takich witryn jak Google (i wszystkie pochodne, w tym Gmail), Facebook, Instagram, YouTube i wiele innych z listy najpopularniejszych zachodnich stron, tym samym odcinając chińskim obywatelom dostęp do informacji nieprzefiltrowanych przez rządową propagandę. Oczywiście, rozwiązaniem są VPN-y, czyli programy umożliwiające korzystanie z Internetu za pomocą zagranicznych serwerów, ale to w praktyce oznacza znacznie wolniejsze (i często urywające się) połączenie; poza tym, nigdy nie wiadomo, do którego VPN-u akurat zechce się dobrać rząd, który cyklicznie dokonuje sieciowych czystek (VPN-y z definicji są nielegalne). Nie znasz dnia ani godziny…

4. Nieznajomość angielskiego

To naprawdę bywa męczące. Nawet w metropoliach takich jak Pekin czy Szanghaj jedenaście na dziesięć osób nie mówi po angielsku. Wybawieniem są translatory (nikt nie przejdzie tu metra bez telefonu, tak więc to zawsze jest opcja), choć znacznie wydłuża to załatwienie nawet najprostszej sprawy. Pamiętaj, że w Chinach wiele osób nie posługuje się nawet pinyinem (łacińską transkrypcją mandaryńskiego), tak więc nie rozczyta ani nie zrozumie nawet „Yes” i „No”.

5. Podejście do dzieci

Jako że pracuję tu jako nauczycielka, na ten temat mogę powiedzieć sporo. 😊 Z jednej strony zaangażowanie chińskich rodziców w edukację ich dzieci imponuje: nie tylko wożą je na dziesiątki różnych zajęć, ale zawsze czekają na nie w trakcie, obserwując przebieg lekcji przez kamerę. Za każdym razem piszę wszystkim moim uczniom z osobna sprawozdania z postępów w nauce, które moja chińska asystentka szczegółowo omawia z rodzicami. Wreszcie, praktycznie nie zdarza się, żeby rodzic nie ćwiczył materiału ze swoim dzieckiem w domu. Z drugiej jednak strony, presja jest ogromna, a niekoniecznie wynagradza ją przestrzeń do zabawy: moi uczniowie uczęszczają na zajęcia pozalekcyjne praktycznie codziennie, a wielu z nich nie ma nawet telefonu, ponieważ mogłoby to ich rozpraszać. Wreszcie, chińscy rodzice nie stronią od kar cielesnych: na ogół są czuli i troskliwi, ale widać, że dla nich klepnięcie dziecka po głowie w obecności jego rówieśników jest czymś zupełnie niewinnym (kto by tu myślał o upokorzeniu, jakim może to być dla dziecka), a to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Ostatnio przestałam w raportach wspominać o ewentualnym nieposłuszeństwie uczniów na zajęciach, a skłoniły mnie do tego zdjęcia, jakie pokazali mi i mojej asystentce rodzice dwóch z naszych uczniów. Przedstawiały one… siniaki na nogach i rękach ich dzieci jako dowód na to, że za karę je zbili. Jedna matka nagrała nawet filmik, na którym bije swoje dziecko bambusowym kijem po dłoniach. Jednak trudno jest mi uwierzyć, że to dobre rozwiązanie.

Pięciu wspaniałych, czyli co mnie w Chinach zachwyca

1. Życzliwość

Wiem, że to truizm i w każdym kraju znajdą się ludzie serdeczni i pomocni, ale, chociażby ze względu na problemy komunikacyjne, poziom życzliwości w Chinach tym bardziej zwraca uwagę. Ludzie są tu po prostu kochani! Mogą nie rozumieć ani słowa, ale zawsze wyciągną telefon i zrobią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc. Wierz mi: w Chinach bez pomocy innych się nie przetrwa. Samo znajdowanie informacji to problem – tutaj mało co ma stronę internetową, wszystko funkcjonuje na WeChat’cie i tylko po chińsku. Ponadto, Chińczycy robią coś, co kocham: uśmiechają się do nieznajomych na ulicy! Ja uwielbiam się uśmiechać do ludzi, a w Polsce czasem razi mnie, że mało kto to odwzajemnia. Tutaj pod tym względem czuję się jak w niebie.

2. Technologia

Postęp technologiczny w Chinach przechodzi najśmielsze wyobrażenia: to kraj, w którym gotówka prawie już nie ma racji bytu. Każdy, nawet najmniejszy sklepik, umożliwia płatność aplikacjami Alipay lub WeChat (choć niekoniecznie kartą płatniczą), a to oznacza transakcje szybsze niż sprint Bolta. Ba, nawet żebracy na ulicach wystawiają swój kod QR do dawania jałmużny przez telefon! W Chinach istnieje aplikacja na wszystko, chiński gigant e-sprzedaży Tao Bao oferuje ceny nie do przebicia na zachodnim rynku, praktycznie każda restauracja oferuje dowóz posiłków za jednym kliknięciem w aplikacji… Można by długo wymieniać. Chiny technologią stoją!

Papier toaletowy pobierany przez WeChat

W chińskich toaletach nawet papier toaletowy pobiera się przez WeChat’a.

3. Obsługa klienta

W tym 1,5-miliardowym kraju w każdej możliwej dziedzinie istnieją tysiące firm, które zajmują się dokładnie tym samym. Jako że konkurencja jest ogromna, aby zachować przy sobie klienta przedsiębiorcy przechodzą samych siebie w staraniach o jak najszybszą i najlepszą obsługę. Większość sprzedawców na Tao Bao zatrudnia konsultantów na całą dobę, aby kupujący w każdej chwili mógł uzyskać odpowiedź na nurtujące go pytanie. W razie jakichkolwiek problemów technicznych serwisanci zawsze są w stanie przyjechać tego samego dnia (mi zdarzyło się wzywać pomoc w sprawie wifi, która nadeszła o godzinie 9 wieczorem). Szacunek budzi też to, że przed wejściem do czyjegoś domu zawsze zakładają ochraniacze na obuwie, aby na pewno nic nie zabrudzić. To się nazywa profesjonalizm!

4. (Codziennie) niskie ceny

Ogólnie rzecz ujmując, życie w Chinach jest względnie tanie – obejmuje to zarówno wszelkie zakupy (ubrania, jedzenie, sprzęt elektroniczny), jak i usługi (roczny karnet na nowoczesnej siłowni to koszt ok. 650 zł). Za równowartość 9 zł zje się dobry lunch, a Didi, czyli chiński Uber, jest tani jak woda. Droższe są za to niektóre atrakcje turystyczne: wstęp na wystawę w galerii sztuki nierzadko kosztuje od 100 do nawet 200 RMB, bilet do kina to wydatek około 70 RMB, a jednorazowe zajęcia w szkole tańca mogą kosztować nawet 150–180 juanów (miesięczny karnet w przeliczeniu na złotówki to zwykle koszt 1000–1100 zł!). Równoważą to jednak niskie ceny jedzenia i transportu.

Chińskie jedzenie jest pyszne i tanie

Ten lunch kosztował mnie równowartość 15 złotych.

5. Możliwości

Nie sposób nie wspomnieć o możliwościach – zarobku i rozwoju – jakie czekają tutaj na obcokrajowców. Świetnie płatna praca nauczyciela angielskiego to chyba najlepszy przykład, ale pole do działania znajdą tu również zagraniczni modele, muzycy czy lektorzy (poszukuje się głosów zarówno do dubbingu, jak i do testowania sztucznej inteligencji). Wystarczy zapisać się do grup z ogłoszeniami o pracy na WeChat’cie, aby, z wykorzystaniem tutejszej technologii, zacząć realizować swój Chinese Dream. 😉

Zaletą są możliwości zarobku. Tu: oferty pracy na WeChat'cie.

WeChat służy m. in. do szukania pracy: ogłoszeń dla nauczycieli angielskiego nie brakuje.

 

Oferty pracy na WeChat'cie

Poszukiwane są również tancerki go-go i hostessy do klubów z karaoke. W tym ogłoszeniu zachęcać ma brak przymusu picia.

Czy artykuł Wam się podobał? Które z punktów zaskoczyły Was najbardziej? Jak myślicie, moglibyście mieszkać w Chinach? Dajcie znać w komentarzach! 🙂

K.

TAGS
RELATED POSTS
14 komentarzy
  1. Odpowiedz

    Michał Ratyński

    30 października, 2019

    Zgadzam się z powyższą listą dot. wad. Szczególnie odrażające wydaje mi się plucie oraz przyzwolenie dzieciom na defekację w miejscach publicznych. Mlaskanie podczas posiłków w celu pokazania aprobaty to przy tym miły, nieuciążliwy dla nikogo zwyczaj. Ja się nie mogłem do tego typu zachowań przyzwyczaić podczas mojej krótkiej podróży po Chinach w zeszłym roku, ale pewnie przestają one dziwić po jakimś czasie. Jeśli chodzi o angielski, bardzo zabawne wydają mi niektóre ogłoszenia po angielsku w miejscach publicznych w Chinach, które są absolutnie niemającą sensu kalką językową – pewnie zwróciłaś na nie uwagę, Kora.

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      31 października, 2019

      Cześć Michał, tak, trudno nie uśmiechnąć się na widok tłumaczeń. 😄 Co do mlaskania, też mnie aż tak nie razi, za to bekanie (częste i w ogóle nieuznawane za niestosowne) już owszem.

  2. Odpowiedz

    Grzegorz

    30 października, 2019

    Papier toaletowy z WeChata nieco przeraża xD

    Nie wiesz, czy załatwianie potrzeb fizjologicznych dzieci na ulicy nie zostało jakoś po prostu zabronione, skoro tak bardzo się to zmieniło?

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      31 października, 2019

      Mnie bardziej przeraża to, że otrzymuję pensję na WeChat’cie. Wyobrażasz sobie, że płacą Ci przez Facebooka?! 😉
      Jeśli chodzi o publiczną defekację, nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek zakazie. Popytam się, choć sądzę, że to po prostu kwestia zmian w mentalności (i pewnie dobrej strategii marketingowej Pampersa). 🙂

  3. Odpowiedz

    Gosia

    30 października, 2019

    Plucie jest bardzo obrzydliwe. Jeszcze na dworze ok, ale że w supermarkecie? I te chrząknięcie… chyba bym zwymiotowała 😀

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      31 października, 2019

      Oj, wierz mi, dokończyłabyś spokojnie zaplanowane zakupy, może tylko tak jak mnie kusiłoby Cię, żeby powycierać. 😉 Do wszystkiego można się przyzwyczaić (choć też w którymś momencie aż ręce świerzbią i po prostu trzeba się wyżyć nad klawiaturą – ja też po to mam bloga). 🙂

  4. Odpowiedz

    Martin

    30 października, 2019

    Zawsze jak czytam twoje teksty to mam w głowie twój głos i te pasje opowiadania 😀

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      31 października, 2019

      Cześć, bardzo dziękuję! Pasję opowiadania właśnie realizuję, mam nadzieję, że głos niebawem też do tego dojdzie (podcast alert!). 😊

  5. Odpowiedz

    Justyna

    4 listopada, 2019

    Hej Kornela!
    Dobre podsumowanie życia w Chinach 😉 Ja już tu mieszkam od roku i przedłużam kontrakt na kolejny rok. Mieszkam w Xi’an i też uczę angielskiego.
    P.S. Bilety (np. do kina) też można kupić przez WeChat i wychodzi połowę taniej ;))

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      4 listopada, 2019

      Cześć Justyna,
      dziękuję. 😉 Xi’an to ciekawe miasto i zdaje się, że jest to też ważny ośrodek uniwersytecki i miejsce dobre do życia dla studentów (takie opinie słyszałam). Racja, rzeczywiście na Meituanie i WeChat’cie da się znaleźć tańsze opcje, po prostu szkoda, że nie da się kupić biletów w tej samej cenie przy okienku. W Chinach zawsze trzeba kombinować….

  6. Odpowiedz

    PzChin

    4 listopada, 2019

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie wiem z jakiego polskiego miasta pochodzi autorka ale dla mnie to straszne zacofanie technologiczne panuje w Chinach w porównaniu do Warszawy. Niestety ale QR kody i budynki 40 piętrowe to nic nadzwyczajnego.
    Zarówno technologia i usługi są tutaj skromne (piszę z Hangzhou czyli miasta gdzie powstała firma Alibaba). QR kody mają taką wadę, że na ekrany telefonów albo czytniki pada światło to już jest problem ze zeskanowaniem. Naprawdę mnóstwo razy widziałem jak w wejściu do autobusu robi się kolejka bo niektórzy muszą rozjaśniać ekran albo robić inne alpejskie kombinacje żeby odczytać kod. W Warszawie chyba już nie ma sklepu albo automatu gdzie nie zapłacisz zbliżeniowo (Google Pay, Apple Pay) pomijając możliwość wypłacania pieniędzy BLIKiem bez karty. Budynki w Chinach są strasznie prymitywne i okropnej jakości. 30 piętrowy budynek bez wentylacji, ocieplenia z zewnątrz, bez centralnego ogrzewania i ciepłej wody (tylko bojler do podgrzewania). Rzadko kiedy widziałem syfon pod zlewem. U moich znajomych (Chińczyków) ludzie nie korzystają z pralek, zmywarek, żelazka, itp. Nie wiedzą nawet jak część z tych urządzeń działa. Budynki, komunikacja miejska i cała reszta miasta nie jest w ogóle przystosowana dla niepełnosprawnych. Potrącił cię typ samochodem i nie możesz chodzić? Masz pecha że żyjesz w Chinach bo z niczego już nigdy tu nie skorzystasz.
    Niskie ceny na taobao. Oczywiście ale zadajmy sobie pytanie jakiej to jest jakości. Te wszystkie tanie akcesoria jak czajniki, lampki i inne przybory chińskich marek już dawno umarły i musiałem je pogrzebać w śmietniku. Produkty tych samych marek co mamy w europie są w podobnych cenach (za komunikację miejską miesięcznie płacę więcej niż w Warszawie).
    Ceny mieszkań xD kosmiczne!!! Moja znajoma ma mieszkanie 3 pokojowe 30/40 minut autobusem od centrum miasta. Cena? Około 4 miliony RMB co przy kursie 1RMB=0,56PLN daje 2 240 000PLN. Kosmos!!! Budynek w strasznym stanie i oczywiście bez tych wszystkich udogodnień co pisałem wyżej.
    Widziałem oferty pracy z różnych dziedzin IT. Przy podobnym zakresie obowiązków co w Polsce pensja jest podobna. Może być nawet ciut wyższa ale ale… tutaj pracuje się inaczej. Szef jest bogiem, mnóstwo nadgodzin musisz założyć z góry i tym samym mniej czasu prywatnego dla siebie. Przy takich cenach mieszkań i wyższej pensji nominalnej wychodzi że stać Cię na mniej. Doliczając jakość tego co kupujesz ceny robią się z kosmosu – wybieraj, albo wysoka cena i dobra jakość albo niska cena i tandeta (a tych tutaj jest mnóstwo). Nie zaprzeczam, że są tutaj zawody w których zarobi się dużo więcej niż w Polsce, np. nauczyciel. Z moim zawodem to tutaj byłaby masakra albo bida.
    Trochę o sobie. Jestem studentem. Znam tu już kilka osób które nie raz odwiedzałem w domu, widziałem jak wygląda ich życie codzienne i praca. Sam już zetknąłem się z poszukiwaniem pracy ale stwierdzam, że to nie dla mnie. Więcej osiągnę w swoim kraju także po studiach raczej powrót. P.S. Mi do tej pory przeszkadza mlaskanie, bekanie, pierdzenie, plucie, dłubanie w nosie, śmiecenie na ulicach i w autobusach, głośne zachowywanie się (puszczanie muzyki i filmów w telefonie na głos to codzienność) i szaleńcza jazda rowerków i skuterków po chodnikach, przejściach dla pieszych i wszędzie gdzie się da. Z dnia na dzień przeszkadza mi to coraz bardziej bo jest tego więcej i więcej.

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      4 listopada, 2019

      Cześć,
      dziękuję za komentarz! Byłam ciekawa, jakie są wrażenia innych Polaków mieszkających w Chinach. 🙂 Pochodzę z Wrocławia, który jest nowoczesnym miastem i, owszem, są tam dostępne wszystkie udogodnienia, o których wspominasz (wcale nie twierdziłam, że Polska jest zacofana względem Chin). Trudno chyba jednak zaprzeczyć, że w Chinach rozwiązania takie jak WeChat Payments czy Alipay są znacznie powszechniejsze: tutaj każdy starszy człowiek płaci telefonem, tymczasem w Europie wiele osób powyżej pewnego wieku nie oswoiło nawet karty płatniczej (nie mówiąc o co niektórych małych sklepikach, gdzie wciąż przyjmowana jest tylko gotówka). Co do budynków, to jednak liczba tutejszych supernowoczesnych wieżowców przewyższa znacznie tę w Polsce: wystarczy wspomnieć o szanghajskim Lujiazui, żeby mieć porównanie (póki co we Wrocławiu Sky Tower stoi sam jak palec). Zgadzam się, że w komunikacji miejskiej brakuje tutaj udogodnień dla niepełnosprawnych, nad tym Chińczycy zdecydowanie powinni popracować. Ja Tao Bao uwielbiam. 🥰 Kupiłam już sporo i na razie nie zawiodłam się na jakości. Mieszkania są kosmicznie drogie, to fakt, ja natomiast nie muszę się tym przejmować, ponieważ mi zakwaterowanie opłaca szkoła, w której pracuję. Nie każdy będzie się tu czuł jak w finansowym raju, ale akurat zawód nauczyciela jest tutaj bardzo opłacalny – mówimy tu o kwotach kilkukrotnie wyższych niż pensja nauczyciela w Polsce. Wreszcie, jeśli chodzi o plucie, bekanie, itd.: za każdym razem jak mnie to razi, przypominam sobie, że przecież nikt mnie nie zmuszał do przyjazdu. To jest ich kraj i ich zwyczaje, w dodatku dużo zyskuję na pobycie tutaj, tak więc moim obowiązkiem jest szanować te odmienności. Myślę, że takie nastawienie znacznie ułatwia życie. 😉

  7. Odpowiedz

    Tianjin

    4 listopada, 2019

    Mieszkam w Tianjinie jako studentka od 2 miesięcy, więc bardzo krótko, mimo to mogę zgodzić się z większością punktów! Do plucia chyba nigdy się nie przywyczaję 😉 bardzo irytujące dla mnie jest również palenie – wszedzie – w restauracji (nawet podczas jedzenia!), w środku budynku, na korytarzu, pod drzwiami Twojego pokoju…
    Co do komunikacji – język angielski ograniczony do kilku podstawowych słów i zwrotów (choć na początku mojego pobytu tutaj chwała im za to!). Myślę też, że dużym problemem jest także strach Chińczyków przed nawiązywaniem jakichkolwiek relacji z nami, Europejczykami. Ile razy spotkałam się z sytuacją, kiedy widząc mnie podchodzili do innych drzwi w metrze 😉
    Ze względu na wizę studencką nie mogę podjąć się żadnej pracy w Chinach, ale chciałabym dołączyć do grup, o których Pani wspomniała – w jaki sposób mogę do nich dołączyć i jak znależć inne wechatowe grupy? Pozdrawiam 🙂

    • Odpowiedz

      Kornelia Mulak

      11 listopada, 2019

      Cześć,
      ciekawe, nie spotkałam się z niechęcią ze strony Chińczyków albo unikaniem mnie jako obcokrajowca, raczej wręcz przeciwnie, jeśli już wzbudzam jakąś reakcję, to jest to zainteresowanie. 🙂 To fakt, też odnoszę wrażenie, że Chińczycy palą więcej niż np. Europejczycy, chociaż w Pekinie ten nałóg aż tak nie rzuca się w oczy. Jeżeli chodzi o grupy, oczywiście, z chęcią Cię dodam. Sprawdź skrzynkę mailową, właśnie wysłałam Ci wiadomość. 🙂

LEAVE A COMMENT

Kornelia Mulak

Blogerka i podróżniczka, z wykształcenia magister iberystyki. Do tej pory odwiedziła 40 państw, obecnie mieszka w Pekinie. Kontakt pod adresem: kornelia@eventfuljourney.pl

Booking.com